Eksperyment

3 votes

Jedną z niezbędnych części wyposażenia schronu jest żywność. Aby przeżyć trzeba coś jeść.  Żywność, którą gromadzimy na trudne czasy musi wytrzymać jak najdłużej. Nie wiemy kiedy będziemy jej potrzebować. Gdy jednak będziemy jej używać, musi być zdatna do spożycia. Nie chcemy odkryć w sytuacji kryzysowej, że to, co sobie przygotowaliśmy zgniło, zapleśniało lub zalęgły się robaki.

Mięso (wędlina) i żółte sery to jedne z najbardziej wydajnych pożywień jakie możemy zgromadzić. Zawierają dużo tłuszczu i białka. Są sycące i nie trzeba ich wiele zjeść aby zaspokoić głód.

Suszone owoce

Suszone owoce

Zaplanowałem eksperyment z przechowywaniem nietrwałej żywności, zaplanowany na rok czasu. Jeśli któryś z produktów przestanie się nadawać do przechowywania (czyli mówiąc po ludzku zepsuje się), to dla niego czas się zakończy. Natomiast to, co będzie wyglądało na zdatne do użytku będę obserwował przez rok i co miesiąc zdawał relacje. Raz w miesiącu będę też próbował jeść przechowywane rzeczy, po kawałku. Opiszę moje wrażenia smakowe, konsystencję, zapach, twardość itp.

Cel: sprawdzenie jak długo można przechowywać rzeczy, których przydatność do spożycia jest krótka. Czy w ogóle można je wysuszyć w domowych warunkach i czy nadal będą nadawały się do spożycia. Produkty będą przechowywane w moim mieszkaniu na wolnym powietrzu. A to oznacza temperaturę pokojową, suchą atmosferę i naturalny przepływ powietrza. W takich warunkach żywność powinna się łatwiej i lepiej konserwować, nawet ta nietrwała. Gdy atmosfera jest wilgotna, temperatura niższa a ruch powietrza wstrzymany lub bardzo ograniczony łatwo o pleśń i zepsucie. Nie brałem więc pod uwagę piwnicy. Wygospodarowałem w domu trochę miejsca i rozłożyłem poszczególne produkty tak aby nie dotykały się nawzajem. Rozłożyłem je na papierze na wolnej półce.

Ser nepalski, przechowywany co najmniej 7 lat. Kawałki mają wielkość ok. 1 cm.

Ser nepalski, przechowywany co najmniej 7 lat. Kawałki mają wielkość ok. 1 cm.

Jak napisałem wyżej, wziąłem pod uwagę dwa rodzaje produktów: sery żółte i wędliny. Są bardzo wydajne i jest możliwe przechowywanie ich w ten sposób. Suszyć można także mięso, szczególnie wołowinę. Na Dalekim Wschodzie popularne jest suszone mięso wołowe. Ludy pasterskie konserwowały mięso susząc je, potem można było żuć takie kawałki mięsa w podróży. Kilka kawałków wystarczało na cały dzień. Podobnie z wysuszonym serem żółtym. Takie wysuszone kostki serowe można żuć i w ten sposób pozyskiwać energię w podróży. W naszym klimacie suszenie świeżego mięsa może się odbywać z użyciem piekarnika w podwyższonej temperaturze i z przepływem powietrza. Nie jest to łatwe dla osoby nie posiadającej doświadczenia. Można przypalić mięso używając zbyt wysokiej temperatury. Susząc mięso w temp. pokojowej można spowodować jego zgnicie lub zarobaczenie larwami much. Z suszeniem odpowiednich, dobrej jakości kiełbas nie ma tego problemu.

Wysuszona żywność może być przechowywana długo i zajmuje mało miejsca. Na sytuację kryzysową w sam raz. Pytanie jednak: jaki ma sens suszenie mięsa, skoro mamy konserwy? Według mnie posiadanie konserw mięsnych ma sens tylko w wypadku żywności wojskowej. Proponuję sobie kupić kilka konserw wojskowych (można kupić z demobilu całkiem dobre konserwy wojskowe). Konserwy przeznaczone dla wojska muszą spełniać wyższe standardy jakościowe. Wytrzymują o wiele dłużej niż zwykłe konserwy, prawdopodobnie kilkadziesiąt lat, ponieważ są kilkukrotnie pasteryzowane. Konserwy „cywilne” są niskiej jakości. Jest w nich mało wartościowego mięsa, dużo skórek, wypełniaczy, dodatków roślinnych, żelatyny itp. Proponuję czytać składy surowców wypisane na opakowaniach. Polskie przepisy nakazują umieszczanie składów surowcowych w odpowiedniej kolejności – od największej zawartości do najmniejszej. Można wyciągnąć z tego wiele ciekawych i zaskakujących wniosków.

Suszone ryby

Suszone ryby

Nie brałem pod uwagę warzyw i owoców. Można je suszyć w specjalnych urządzeniach do suszenia żywności. Poza tym łatwo kupić (szczególnie suszone owoce) w sklepie. Rodzynki, jabłka, banany, morele czy śliwki można kupić w każdym markecie w formie suszonej. Są smaczne i wydajne – zawierają dużo węglowodanów i różnego rodzaje cukry roślinne. Suszone papryki i pomidory też łatwo znaleźć w sklepach. Można więc poeksperymentować z suszeniem warzyw i owoców posiadając odpowiednie urządzenie do suszenia. Ja wybrałem suszenie naturalne.

Ryby pominąłem ze względu na zapachy i brak odpowiednich ryb nadających się do suszenia. Do tego celu nadają się małe rybki, które suszone są w całości i następnie zjadane w całości. Robi się to bezpośrednio po połowie, na słońcu. W niektórych krajach jest to popularne, w Polsce praktycznie nie do kupienia są takie małe, suszone rybki. Można je czasem kupić na Allegro. Można na próbę sobie kupić i spróbować. Nie ma specjalnych ważeń oralnych. Oprócz rybek z owoców morza dostępne są kalmary. Wysuszony kalmar ma trochę konsystencję gumy i podobnie smakuje, więc nie jest specjalną atrakcją. Na próbę można sobie również kupić i spróbować.

Wędzenie. To jeden ze sposobów suszenia żywności. Dodatkowo konserwują ją produkty spalania drewna znajdujące się w dymie. Wędzenia używa się w krajach północy, gdzie klimat jest surowszy niż na południu i trudniej w naturalny sposób uzyskać odpowiednie temperatury. Wędzi się mięso i ryby. Nie mam dostępu do wędzarni więc ten temat odpada. I jedna uwaga dotycząca wędzenia. Kupując wędzone ryby zwróćcie uwagę na to, czy wędzenie odbywało się na gorąco czy na zimno. Wędzenie na zimno to taki eufemizm, który oznacza dodawanie do ryb substancji chemicznych, które symulują wędzenie. Ryba wędzona na zimno nie jest wędzona. Została poddana jedynie obróbce chemicznej, która nadała rybie specyficzny smak, aromat i kolor. Taka ryba wytrzymuje jedynie kilkadziesiąt godzin przechowywania. Najczęściej obrabiane w ten sposób są makrele, ponieważ to tanie i popularne ryby. Wyleczyłem się z jedzenia wędzonych makreli po tym jak kiedyś poczęstowałem nią znajomego bezdomnego kota. Mimo, że jadł wszystko, co mu dawałem to tej „wędzonej” makreli nie tknął. Ja też ich już więcej nie jadłem.

Suszone pomidory

Suszone pomidory

No to zaczynamy. Wybrałem się dzisiaj na zakupy. Planowałem kupić dobrej jakości kiełbasę na wagę (taką ok. 30 zł/kg) i dobry, twardy ser żółty (ok. 50 zł/kg). Poszedłem do dwóch dużych marketów żeby coś wybrać do eksperymentu. Z kiełbas myślałem o kiełbasie myśliwskiej, którą już kiedyś suszyłem przez ponad miesiąc ale nie wytrwała dłużej, została zjedzona. Mam nadzieję, że teraz będzie inaczej. Robię eksperyment publicznie więc trochę głupio by było zakończyć go przed czasem z powodu własnego łakomstwa.

Przeglądając gablotę z wędlinami (i czytając ich składy) zauważyłem, że wszystkie mają zawartość konserwantów. A konkretnie E 250 czyli azotyn sodu. To bardzo popularny obecnie konserwant. Miałem nadzieję, że znajdę wędlinę bez konserwantów ale nie udało mi się tego dokonać. W przypadku serów żółtych sytuacja jest podobna, z tym że jako konserwant używany jest lizozym pochodzący z białka jaj kurzych. To białko, które ma destrukcyjny wpływ na błony komórkowe bakterii.

No dobrze, niech tak będzie. Wędlina i sery z konserwantami. Nie powinno być ich dużo, ponieważ w spisie składników wymieniane są na końcu lub zaraz przed barwnikami (w serach). Jeśli kogoś interesują opisy na etykietach, polecam ciekawą stronę na ten temat. Oto lista moich zakupów:

Ser EdamskiMleko pasteryzowane, sól, kultury bakterii, podpuszczka, E 252 - substancja konserwująca - azotan potasu, E 509 - stabilizator - chlorek wapnia, E 160 B - barwnik - annato12,89zł/kg
Ser BursztynMleko, sól, bakterie fermentacji mlekowej, stabilizator: chlorek wapnia, substancja konserwująca - lizozym z białka jaja kurzego, barwnik annato32,99 zł/kg
Kabanosy z dziczyzną. Kiełbasa wieprzowa z dziczyzną średnio rozdrobnionaMięso (100g wyrobu wyprodukowano z 133g mięsa wieprzowego i 24g mięsa jelenia), sól, cukier, przyprawy, substancja konserwująca E 250 - azotyn sodu34,45 zł/kg
Berlinki (takie lepsze parówki)Mięso wieprzowe (71%), woda, sól, białko sojowe, skrobia modyfikowana, białko wieprzowe kolagenowe, glukoza, stabilizatory (difosforany, trifosforany), wzmacniacz smaku (glutaminian monosodowy), przyprawy, ekstrakty przypraw, przeciwutleniacz (askorbinian sodu, substancja konserwująca (azotyn sodu)13,12 zł/kg
Kiełbasa śląska. Kiełbasa wieprzowa średniorozdrobnionaMięso wieprzowe 86%, woda, sól kuchenna, błonnik roślinny, przyprawy i ekstrakty przypraw, stabilizatory: difosforany, trifosforany, glukoza, przeciwutleniacz: izoaskorbinian sodu, wzmacniacz smaku: glutaminian monosodowy, substancja konserwująca: azotyn sodu30,05 zł/kg

To lista pięciu produktów do eksperymentów. Jak widać zdecydowałem się na dodatkowo tani żółty ser aby mieć porównanie (ser Bursztyn był w tak zwanej promocji, na ogół kosztuje około 50 zł/kg) z lepszej jakości serem. Kupiłem go mało bo domyślam się, że może polec w boju i zwyczajnie spleśnieć.

Kupiłem też Berlinki czyli takie lepsze parówki żeby zobaczyć co się stanie – tak z ciekawości. I jeszcze kiełbasa śląska, żeby mieć porównanie z kiełbasą z dziczyzną, która była moim cele. Kiełbasę śląską musiałem umyć, ponieważ po wyjęciu z opakowania była w nieprzyjemnym śluzie, który lepił się do rąk. Nawet nie chcę dociekać co to było.

Poniżej zdjęcia kupionych produktów w ich opakowaniach, przed wyjęciem.

Ser żółty Edamski

Ser żółty Edamski

Ser żółty Bursztyn

Ser żółty Bursztyn

Berlinki

Berlinki

Kiełbasa (kabanosy) myśliwska

Kiełbasa (kabanosy) myśliwska

Kiełbasa śląska

Kiełbasa śląska

Tak wyglądają moje zakupu. Następną czynnością było wyjmowanie tych wszystkich rzeczy z opakowań a sery dodatkowo pokroiłem w kostkę różnej wielkości. Wędlin nie kroiłem, berlinki wyjąłem z osnówek, w których się znajdowały. No i, jak wspomniałem wcześniej, śląska nadawała się do mycia.

Berlinki wyglądają jak zwykłe parówki i mają podobną konsystencję, kiełbasa śląska to normalna kiełbasa i chyba przepłaciłem. Mam wrażenie, że na półce cena za kilogram była niższa ale nie jestem tego pewny a teraz nie sprawdzę. Kabanosy z dziczyzny kupiłem, bo były w mniejszych kawałkach niż leżąca obok kiełbasa tego samego producenta i o identycznym składzie. Chciałem mieć 12 sztuk, żeby co miesiąc móc skonsumować jeden kawałem i opisać wrażenia z degustacji. To ta kiełbasa była głównym przedmiotem eksperymentu.

Co do serów – chciałem mieć twardy, długo dojrzewający ser żółty. Ten Bursztyn ma 6 miesięcy leżakowania za sobą. Czeka go jeszcze rok. Jest twardy ale nie do przesady. Daleko mu jeszcze do mojego nepalskiego sera, który trzeba rozbijać młotkiem. Dla porównania jest Edamski, który w dotyku jest bardziej jak guma – to zwykły, tani żółty ser z marketu.

Poniżej przedstawiam zdjęcia produktów gotowych do naturalnego suszenia. Leżą na białym, czystym papierze, w który będzie wsiąkał tłuszcz wydzielający się z nich. Część tłuszczu w temperaturze pokojowej rozpuści się i wycieknie z wędlin i serów. Zostanie wchłonięty przez papier. Woda natomiast wyparuje. Mam nadzieję, że stanie się to szybko, ponieważ woda ułatwia drobnoustrojom rozwój i namnażanie się.

Ser Edamski. Kawałki o boku ok. 2 cm.

Ser Edamski. Kawałki o boku ok. 2 cm.

Ser Bursztyn. Kawałki o boku od 1,5 do 2,5 cm. Największy kawałek ma 10 cm.

Ser Bursztyn. Kawałki o boku od 1,5 do 2,5 cm. Największy kawałek ma 10 cm.

Berlinki

Berlinki

12 kabanosów myśliwskich

12 kabanosów myśliwskich

Kiełbasa śląska

Kiełbasa śląska

Na koniec jeszcze porównanie wielkości i koloru trzech serów, które posiadam. Konsystencji niestety nie jestem w stanie pokazać na zdjęciu. Nepalski jest twardy jak kamień, Edamski jest jak guma a Bursztyn jest dosyć twardy ale da się go zjeść bez użycia narzędzi.

Trzy sery

Trzy sery

To początek eksperymentu – 21 czerwca 2015 roku. To najdłuższy dzień w roku. Dzisiaj zaczyna się astronomiczne lato. Temperatury będą wysokie i produkty powinny szybko pozbywać się wody. Przewiew powietrza jest dobry, więc ewentualna pleśń nie będzie miała łatwego zadania. Będę zdawał relacje co miesiąc. Jeszcze nie wiem czy w tym wpisie czy będę tworzył następne. Do napisania nie będzie chyba zbyt dużo, więc może w tym jako uzupełnienie – zobaczymy.

Na koniec – jeśli ktoś ma jakieś uwagi, sugestie lub pytania, zapraszam do dzielenia się nimi w komentarzach. Postaram się odpowiadać na nie na bieżąco w miarę moich możliwości.

Aktualizacja 30 czerwca 2015 roku:

Po dziewięciu dniach od rozpoczęcia eksperymentu mam następujące obserwacje:

  1. Powinienem był zważyć produkty do eksperymentu na samym początku. To by dało dodatkowe dane do obróbki. Teraz już trochę za późno, poza tym nie mam teraz wystarczająco dokładnej wagi.
  2. Jak do tej pory wszystko wygląda na nie zepsute. Żadnych oznak pleśni, grzybów, dziwnych nalotów, robaków itp. Nawet berlinki dzielnie walczą.
  3. Oba sery i berlinki wyglądają jakby się spociły. Prawdopodobnie woda z nich wychodzi lub inny płyn (jaki?). Kabanosy i śląska nie mają tych kropel na sobie.
  4. Pod oboma serami zrobiły się rozległe, tłuste plamy. Pod bursztynem te plamy są większe i bardziej intensywne. Pod produktami mięsnymi nie zauważyłem takich tłustych plam. Plamy jednak są ale suche i żółtawe.
  5. Wszystkie produkty zmniejszyły swoją objętość, w różnym stopniu. Śląska w największym stopniu się „zmniejszyła”, widać wyraźniej grudki tłuszczu w niej zawarte. Sery dodatkowo pękają, bursztyn w większym stopniu.

To chyba tyle z obserwacji na razie. Poniżej zdjęcie w rozdzielczości 1600×1158 wykonane 30 czerwca 2015 roku. Edamski jest wyżej, bursztyn niżej. Jeśli ktoś ma pytania, to pisać!

Eksperyment, 30.06.2015 r.

Eksperyment, 30.06.2015 r.

Aktualizacja 11 lipca 2015:

To już 3 tygodnie eksperymentu. Zauważyłem małe niepokojące objawy tydzień temu. Ten duży kawałek sera załapał małe pole pleśni na dużej dziurce. Na szczęście ten nalot szybko zanika. Stało się to na tej części, na której leżał i prawdopodobnie spowodowane to było brakiem przepływu powietrza. Stąd nauka: suszące się rzeczy trzeba przewracać. Po odwróceniu do góry nogami już wygląda, że jest OK. Także jeden kawałek śląskiej złapał małe (ok. 1 mm) białe naloty na stronie, na której leżał. Ale wygląda na to, że po odwróceniu ta pleśń zmarła, bo nic więcej się nie dzieje. Więcej niepokojących objawów nie zauważyłem.

Z sera nadal wycieka tłuszcz i papier, na którym leży ser jest ciągle tłusty. Z dwóch berlinek także także wycieka tłuszcz. Pod kabanosami i śląską tłuszczu jest zdecydowanie mniej. Może to być spowodowane skórką, w którą są obleczone. Pod nią widać grudki tłuszczu.

Ser bursztyn, 11 czerwca 2015

Ser bursztyn, 11 lipca 2015

Śląska, 11 lipca 2015

Śląska, 11 lipca 2015

Berlinka, 11 lipca 2015

Berlinka, 11 lipca 2015

Aktualizacja 3 sierpnia 2015 r:

Dzisiaj nastąpił ten moment. Zjadłem trzy suszone kawałki. Pod nóż poszły dwa kawałki sera – po jednym edamskiego i bursztynu oraz jednego kabanosa. Jak widać ciągle żyję, chociaż ta żywność przeleżała na wolnym powietrzu w temperaturze pokojowej (chwilami temperatura dochodziła w mieszkaniu do 28 st. C) już prawie półtora miesiąca.

Ser bardzo stwardniał. I jeden i drugi. Miałem problem z pokrojeniem kawałków. Skończyło się na odłupywaniu okruchów. W zębach było lepiej. Udało mi się rozgryźć oba sery. W środku kawałków już jest lepiej, sery jeszcze nie wyschły całkowicie. Smak się chyba nie zmienił. Z powodu twardości pozostaje dłużej w ustach.

Tym serom daleko jednak do nepalskiego, w pełni zasuszonego sera, którego w ogóle nie jestem w stanie rozgryźć.

Kabanos zmienił się w mniejszym stopniu. Wysusza się wolniej i w tej chwili przypomina dobrze wysuszone kabanosy, które można kupić w sklepie. Można go kroić i bez problemu rozgryzać. Nie zmienił też swojej objętości w dużym stopniu. Smakuje przyjemnie, jest bardziej kruchy niż był. Dobrze mu zrobiło trzymanie na powietrzu i półtoramiesięczne suszenie.

Kiełbasa śląska schnie coraz bardziej co widać na zdjęciu.

Berlinki zastygły w swojej formie.

Sery nadal w bardzo dużym stopniu pozbywają się tłuszczu – cały papier, na którym leżał ser jest nasiąknięty tłuszczem. Na ostatnim zdjęciu porównanie papieru – natłuszczonego i nowego. Ten natłuszczony jest półprzejrzysty.

Kontynuuję eksperyment.

Śląska - 3.08.2015

Śląska – 3.08.2015

Kabanos - 3.08.2015

Kabanos – 3.08.2015

Kabanos - 3.08.2015

Kabanos – 3.08.2015

Berlinka - 3.08.2015

Berlinka – 3.08.2015

Ser Bursztyn, duży kawałek - 3.08.2015

Ser Bursztyn, duży kawałek – 3.08.2015

Ser Edamski - 3.08.2015

Ser Edamski – 3.08.2015

Ser Bursztyn - 3.08.2015

Ser Bursztyn – 3.08.2015

Papier nowy i ten, na którym leżał ser

Papier nowy i ten, na którym leżał ser.

Aktualizacja 1 grudnia 2015 r.:

Teraz bez zdjęć ale wizualnie niewiele się zmienia.

Pierwsze sery. Po ponad 5 miesiącach suszenia są już duże zmiany w stanie w jakim są oba sery. I – uwaga – pojawiły się znaczne różnice. Po pierwsze ser Edamski stał się niemal tak twardy jak kamień. Nie jestem w stanie go rozgryźć. Jedyne co mogę zrobić, to wziąć go do ust i powoli ścierać zębami wierzchnią warstwę. Zjedzenie całej małej kostki zajęło mi około pół godziny. Dopiero pod koniec resztka kostki była na tyle miękka, że mogłem ją dosyć łatwo rozgryźć. Nie wiem czy dla tego, że środek wolniej kamieniał, czy z powodu nasączania śliną przez pół godziny.

Z bursztynem jest inaczej. Ten ser stał się bardziej kruchy i łatwo go rozgryzłem i zjadłem. Nie rozpada się sam ale zęby poradziły sobie z nim stosunkowo szybko. Oba sery są całkiem smaczne. Nie straciły tych walorów. Nadal wycieka z nich tłuszcz ale jest go już niewiele.

Zjadłem też jednego kabanosa. Kabanos, podobnie jak Bursztyn, stał się kruchy i nie jest bardzo twardy. Nie rozpada się sam i można go transportować tak samo jak świeże, ale zęby łatwo sobie z nim dają rady. I nadal, podobnie jak oba sery, jest smaczny.

Śląskiej i parówek jeszcze nie próbowałem. Zrobię to pod koniec grudnia, gdy minie pół roku eksperymentu. Nie zmieniły szczególnie swojego wyglądu od ostatniego testu, może tylko stały się jeszcze trochę twardsze.

Nie zauważyłem też żadnych niepokojących objawów jak pleść czy inne naloty lub nieprzyjemne zapachy. Wszystko wygląda całkiem dobrze.

Aktualizacja 31 grudnia 2015 r.

Dzisiaj zjadłem kawałek kiełbasy śląskiej i kawałek parówki. Nadal są w dobrym stanie. To znaczy nic złego się z nimi nie dzieje i dają się zjeść. Nie ma oznak zepsucia czy pleśni. Nadal uwalniają powoli tłuszcz. Papier, na którym leży śląska jest wciąż zatłuszczany, chociaż powoli. Pod parówkami także się tłuści ale wolniej. I jedną i drugą trudno było przeciąć, parówkę nawet trudniej. Po nacięciu nożem przełamałem ją w rękach. Nie da się ich pociąć na plastry, poodcinałem tylko trochę wiórów i dopiero je zjadłem. W smaku nie ma nic niepokojącego.

Zarówno parówka jak i kiełbasa są przyzwoite w smaku. Może parówka mniej ale nie jestem zwolennikiem parówek. Poza tym suszenie parówki to miał być żart ale jak widać po ponad pół roku na wolnym powietrzu nadal nadaje się do spożycia. Bańki tłuszczu znajdujące się w śląskiej zaczynają ciemnieć. Te bliżej zewnętrznej krawędzi najpierw, te w samym środku mają jeszcze kolor jasnego tłuszczu. Nie wyczułem jednak różnicy w smaku tych fragmentów.

Na zdjęciach poniżej parówki i kiełbasa śląska stan na 31 grudnia 2015 roku.

21 komentarzy

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *